,,Z natury jestem introwertykiem i „samotnym wilkiem”. Choć uwielbiam spotkania z Czytelnikami,,
Podczas ostatniego spotkania w Bolonii – które organizujemy regularnie – mieliśmy przyjemność gościć Grega . Oprócz rozmów o literaturze, była to świetna okazja, by zdobyć egzemplarz z podpisem. Trzy wydane przez niego książki to seria kryminałów z polsko-włoskim bohaterem Davidem Dobravskim, a ich akcja jest umiejscowiona, w Ferrarze, Bolonii i nad Jeziorem Garda. „Zaginiony klejnot Ferrary” , ,, Przeklęta rzeźba z Bolonii,, i ,, Zabójczy urok Gardy,,

Zapraszamy na rozmowę z Gregiem Krupą
Greg Krupa, od ponad dwudziestu lat mieszka w Ferrarze we Włoszech. Zajmuje się projektowaniem grafiki oraz pisarstwem. Wydał dotąd w Polsce trzy thrillery z historią i sztuką w tle. Opisuje w nich Italię widzianą oczami Polaka, który dobrze poznał włoską kulturę i historię.
Dlaczego akurat Ferrara? Co sprawiło, że to właśnie „miasto mgieł i rowerów”, a nie pobliska, głośna Bolonia, stało się Pana domem i miejscem pracy?
Choć Bolonia nie jest mi obca i stała się nawet tłem akcji mojej drugiej książki, zatytułowanej „Przeklęta rzeźba z Bolonii”, to właśnie Ferrara skradła moje serce. To bogate w tradycję i historię średniowieczno-renesansowe miasto oferuje wszystkie zdobycze cywilizacji, a jednocześnie zapewnia względny spokój i nie jest tak chaotyczne jak większe aglomeracje. Słynne padańskie mgły są ceną, którą jestem skłonny zapłacić za przywilej mieszkania w tak malowniczym miejscu.
Ferrara nazywana jest „miastem rowerów” i „miastem ciszy”. Jak to miasto wpływa na rytm Pana pracy nad tekstem?
Słynny włoski poeta Gabriele d’Annunzio w jednym ze swoich poematów rzeczywiście napisał o „pustynnym mieście” i o bramach, które słuchają ciszy. Ten opis znajduje zresztą swoje odbicie w obrazach de Chirico, namalowanych w Ferrarze na początku XX wieku. Choć ciszy w zgiełkliwej i frenetycznej współczesności brakuje już wszędzie, to przechadzając się po średniowiecznych zaułkach Ferrary, wciąż można odczuć metafizykę i zaklętą w murach starych pałaców historię. To miasto jest wprost wymarzonym schronieniem dla artystów, a ja wcale nie jestem pierwszym polskim pisarzem, który to odkrył. Przede mną zamieszkał tu ktoś o znacznie większym dorobku, a mianowicie Zbigniew Herbert, którego obecność w Ferrarze została niestety nieco zapomniana.

Czy włoska dolce vita pomaga w pisaniu, czy wręcz przeciwnie? Jak wygląda „dzień z życia pisarza” w Ferrarze? Czy rano spotkamy Pana z gazetą przy Piazza delle Erbe, czy raczej zaszywa się Pan w domowym zaciszu?
Moje życie, na dobre i na złe, jest związane z włoską codziennością, a ta w ostatnich latach jest coraz mniej dolce. Tak jak większość mieszkańców gonię za swoimi sprawami, zajmuję się pracą i obowiązkami. Ale rzeczywiście takie chwile mi się zdarzają. Tworzę jednak w domu, a miasto dostarcza mi niezliczonych inspiracji. Uwielbiam obserwować ludzi, poznawać ich zwyczaje, chłonąc to, co nazywamy włoskim stylem życia, który mimo wielu ekonomicznych kryzysów ciągle w dużej mierze funkcjonuje.
Wielu z nas za granicą zmaga się z nostalgią. Czy pisanie jest dla Pana formą łączności z Polską, czy raczej sposobem na zakorzenienie się tutaj, na miejscu?
Ani jednym, ani drugim. Podróżuję często do ojczyzny, więc tego kontaktu mi nie brakuje. To już na szczęście nie są czasy Wielkiej Emigracji. Oprócz tanich lotów mamy internet i wiele innych możliwości utrzymywania kontaktu z bliskimi w Polsce. Zakorzenienie we Włoszech nastąpiło u mnie już dawno temu, a pisanie umożliwia mi przede wszystkim opisywanie mojej miłości do Włoch – miłości trudnej i czasami bolesnej, ale pełnej pasji i gratyfikacji. Zauważyłem już dawno, że najpiękniejsze i najciekawsze rzeczy, dzieła sztuki czy idee, powstają na styku dwóch niepodobnych do siebie elementów. Będąc Polakiem i już w jakimś stopniu Włochem, mam unikalną możliwość patrzenia przez pryzmat tych dwóch kultur jednocześnie. Dzielenie się powstającymi na tej kanwie spostrzeżeniami jest dla mnie wielką przyjemnością i wiem, że moi Czytelnicy to doceniają.
Wielu pisarzy twierdzi, że dystans geograficzny od Polski pozwala lepiej przyjrzeć się ojczyźnie. Czy Pan również widzi polskie sprawy wyraźniej z perspektywy włoskiej kawiarni?
Internet tak bardzo skrócił ten dystans, że trudno dziś o nim mówić. Oczywiście przeżywam i analizuję różne kulturowe i polityczne przemiany, które zachodzą w Polsce. Dystans natomiast wykorzystuję do czegoś innego. Mam ten przywilej, którego nie ma żaden z rodaków mieszkających w kraju – odkładając telefon czy komputer, mogę się z łatwością odciąć i, choćby na moment, zapomnieć o wszystkim. Muszę się przyznać, że ostatnio coraz częściej korzystam z tej możliwości.
Jak język włoski wpływa na Pana polszczyznę? Czy łapie się Pan na tym, że konstrukcje zdań lub specyficzna włoska ekspresja przenikają do Pana książek?
Osobiście się na tym nie łapię. To raczej redaktorzy poprawiający moje manuskrypty wyłapują takie nabyte tutaj maniery językowe, co tylko potwierdza, że nie jestem od nich wolny. Czytelnicy natomiast doceniają moją akademicką i niejako „zamrożoną w czasie” polszczyznę. Proszę pamiętać, że wyjechałem z kraju ponad dwadzieścia lat temu, niedługo po obronie pracy magisterskiej na wydziale filologii polskiej. Dziś niewielu autorów pisze takim językiem jak mój. Co może być oczywiście wadą i zaletą, ale ja uczyniłem z tego mój oryginalny styl.
Gdzie w Ferrarze znajduje się Pana ulubione miejsce?
Takich miejsc jest wiele i nie sposób wymienić ich wszystkich. Kiedyś były to mury miejskie z ich zielenią i ukrytymi w parkach gospodarstwami, które tworzą unikalną na skalę światową „wieś w mieście”. Dziś chyba najbardziej lubię przechadzać się najstarszymi uliczkami Ferrary. Jeśli miałbym wybrać jedno miejsce, to będzie to Via del Carbone, gdzie znajduje się opisany przeze mnie w „Zaginionym klejnocie Ferrary” kościół San Giacomo. Radzę zapamiętać tę nazwę, bo ostatnie badania przeprowadzone z pomocą georadaru wskazują na to, że skarb, który opisałem w mojej książce, naprawdę się tam znajduje!
Gdybyśmy przyjechali do Ferrary śladami Grega Krupy, jakie trzy miejsca (poza oczywistymi zabytkami) musielibyśmy odwiedzić, by poczuć ducha Pana książek?
Na pewno okolice wspomnianego wyżej kościoła i znajdującą się za rogiem najstarszą ulicę Ferrary – Via delle Volte. Prócz tego klimatyczny stary cmentarz Certosa, a jako koneser win wymienię też pierwszą w Europie, czynną nieprzerwanie od średniowiecza winiarnię Al Brindisi. Oczywiście ona również znalazła się w mojej książce.

Jak wygląda codzienność polskiego pisarza we Włoszech? Czy czuje się Pan częścią tamtejszego środowiska kulturalnego, czy raczej twórcą osobnym, budującym most między dwiema kulturami?
Zdecydowanie to drugie. Z natury jestem introwertykiem i „samotnym wilkiem”. Choć uwielbiam spotkania z Czytelnikami, wolę się trzymać na uboczu, obserwować, odczuwać, budować własny świat i go opisywać. Są różne formy tworzenia i współtworzenia kultury. Moja jest samotna. Według mnie to w ciszy własnego, nakarmionego wrażeniami umysłu powstają najciekawsze myśli i spostrzeżenia. Uważam, że zostawiam w ten sposób mój własny ślad – malutką cegiełkę w światowym dorobku kultury.
Czego polscy czytelnicy mogliby pozazdrościć mieszkańcom Ferrary, a czego Panu brakuje najbardziej z Polski?
Myślę, że w Polsce wciąż żywy jest kult Italian style i nie trzeba specjalnie zachęcać Polaków do zazdroszczenia Włochom ich „włoskości”. Ale Ferrara jest rzeczywiście specyficzna. Myślę, że ci, którzy to doceniają, pozazdrościliby temu miastu przebogatego dorobku kulturowego. I może jedzenia – żyjemy przecież w Emilii-Romagni, światowej stolicy najlepszych kulinariów!
Mnie z Polski, poza oczywiście bliskimi mi osobami, brakuje najbardziej krajobrazów. Lądując samolotem w Krakowie, Wrocławiu czy Warszawie, z nostalgią obserwuję nieprzebrane połacie lasów, przetykanych polami, rzekami i miasteczkami. Włochy są cudowne, ale brak im naszych „zielonych płuc” i tego specyficznego ukształtowania terenu, które moja dusza identyfikuje z rodzinnym domem.
Nad jaką książką obecnie Pan pracuje?
Moja nowa fabuła przeniesie Czytelników do Toskanii, ale nie tej znanej z pocztówek. Będzie to raczej kraina małych, zamkniętych społeczności, które swój początek biorą od antycznej kultury Etrusków. W polskich szkołach wiele czasu poświęca się starożytnym Rzymianom, ale prawie nikt nie wspomina, że wiele osiągnięć cywilizacyjnych zawdzięczamy właśnie temu zapomnianemu ludowi. Oprócz wątku historycznego w mojej książce nie zabraknie też oczywiście akcji i przygód. Myślę, że będzie to coś w rodzaju Indiany Jonesa połączonego z „Igrzyskami śmierci”, z mocnym włoskim akcentem.
Jakiej rady udzieliłby Pan innym twórcom, którzy myślą o przeprowadzce do Włoch w poszukiwaniu weny?
Żeby wpierw zabezpieczyli swój byt materialny. Z pisania książek nie da się wyżyć (pomijając kilka jednostkowych i słynnych przykładów). Dopiero z wolną od trosk głową będą mogli chłonąć włoskość z całym bogactwem i dobrodziejstwem lokalnego inwentarza. Do tego jednak potrzeba nietuzinkowej wrażliwości, a nie każdy władający słowem artysta może się nią poszczycić. Włochy to słodki dyskomfort i twórczy dysonans, który nie rezonuje z każdą duszą.
Gdzie można zakupić Pana książki?
Najlepiej u mnie na stronie: https://gregkrupa.pl/?fbclid=IwY2xjawRm_zVleHRuA2FlbQIxMABicmlkETJ2c2FYVGtKTzdjZmpaVzZMc3J0YwZhcHBfaWQQMjIyMDM5MTc4ODIwMDg5MgABHsOF9ohK_xZCUD_KsHLY26YI-on5IMs3CkX_rox9Z2CE4NYNs4SUDk3YCUKW_aem_BMhUZMJXdUa-SR74rwWi6g . Będzie to dla mnie zaszczyt, a dla kupującego możliwość bezpośredniego wsparcia mojej twórczości. Nadmienię też, że moich książek można słuchać w formie audiobooków zrealizowanych przez nieocenionego Macieja Kowalika. Są one dostępne na Audiotece, Storytelu i wielu innych platformach.
Tym właśnie pierwszym artykułem ruszyła nasza rubryka Polacy w Emilii Romanii.
Mieszkasz w tym regionie ? Zajmujesz się czymś ciekawym lub masz nietypową pasję? Podziel się swoją historią i zainspiruj innych. Czekamy na Twoją wiadomość!“
Wywiad powstał we współpracy z portalem ,,Polacy we Włoszech ,,
Przeczytaj inne wywiady https://www.polacywewloszech.com/category/powiedzieli-o-wloszech/
(C) -InfoBolonia Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tekstów oraz zdjęć bez zgody autora jest zabronione. Możesz natomiast udostępnić bezpośrednio ze strony nasze artykuły za pomocą przycisków.
